plenfrdeitruskes

Przepraszam uczestników Wycieczki Antyczna Grecja. Mam uszkodzoną stronę , potrzebuje parę dni na jej naprawienie.

facebook_page_plugin
20
DzisiajDzisiaj20
WczorajWczoraj0
Ten tydzieńTen tydzień20
Ten miesiącTen miesiąc20
WszystkoWszystko20

Najnowsze informacje z portalu.

Juszczyn - historia

Żródło -Praca zbirowa w ramach EFS   "Juszczyn-monografia" Juszczyn 2011-2012)

 

Historia miejscowości JUSZCZYN

POCZĄTKI MIEJSCOWOŚCI

Pierwsze wzmianki o miejscowości Juszczyn znajdują się w dokumencie z 1410 roku wydanym przez Władysława Jagiełłę. Według tego dokumentu król podaro­wał marszałkowi koronnemu, Zbigniewowi z Brzezia herbu Zadora, starostwo lanckorońskie za zasługi w wojnie z Krzyżakami. W skład królewszczyzny lanckorońskiej wchodziły takie miejscowości jak: Lanckorona, Maków, Jachówka, Kojszówka, Budzów, Bieńkówka, Rudnik, Zachełmna, Skawinki, Trzebunia, Palcza, Jasienica, Izdebnik, Harbutowice, Sułkowice, Biertowice, Juszczyn.

W 1511 roku starostwo zostało odstąpione w arendę Mikołajowi Jordanowi z Zakliczyna za cenę 200 florenów. Wynajmem objęty był zamek Lanckorońskich i okoliczne wsie. Juszczynem i innymi miejscowościami zarządzali starostowie lanckorońscy: z Brzezia w latach 1410-1511 (z czasem przybrali nazwisko Lanckorońscy), z Zakliczyna od 1512 roku, z Jarosławia do 1527 roku, z Woli do 1574 roku, z Łaski (nieprawnie w latach 1574-1576), ponownie z Woli do 1578 roku, następnie Bekieszowie do 1588 roku, Zebrzydowscy do 1677 roku, Czartoryscy do 1680 roku, Słuszcy do 1700 roku, Myszkowscy do 1703 roku i Wielkopolscy do 1774 roku.
Po I rozbiorze Polski rząd austriacki zezwolił Józefowi Wielopolskiemu na dożywotnie władanie starostwem. Po jego śmierci w 1774 roku dobra przejął skarb państwa. W1777 roku sprzedano ich północną część, a dla Białej, Grzechyni, Juszczyna, Kojszówki, Makowa, Osielca, Wieprzca, Sidziny, Skawicy i Zawoi utworzono państwowy zarząd w Makowie.

Kolejna informacja o Juszczynie pojawiła się w dokumencie z lustracji z 1564 roku i mówiła o tym, że we wsi mieszkało 23 chłopów i sołtys, który posiadał młyn, karczmę i liczne ziemie. Sołtys stał na czele samorządu wiejskiego: zbierał podatki, daniny, dokonywał spisu chłopów dla zamku w Lanckoronie. Reprezentował też niż­szą instancję sądu, wydawał wyroki w drobnych sprawach. Cięższe przewinienia rozpatrywano w Makowie, który był siedzibą sądów starościńskich dla wszystkich wiosek Lanckorońszczyzny.

Lustracja z 1564 roku wspomina o opłacie „rybnego” w Juszczynie, Osielcu i Makowie. Danina wynosiła 3 grosze od gospodarstwa i oznaczała, że ryby nie były już res nullius rzeczą niczyją, lecz prawo rybołówstwa było przywilejem dworu, który dopuszczał poddanych do korzystania z niego za specjalną zapłatą. W XVI wieku „rybne” płacone było pieniędzmi, a w wieku XVII daninę spłacano w natu­rze - suszonymi pstrągami.

POBÓR KRÓLEWSKI

W 1581 roku Juszczyn razem z innymi okolicznymi miejscowościami wcho­dził w skład dużego powiatu szczyrzyckiego, do którego należało również 76 para­fii, m.in. Tyniec, Wieliczka, Bochnia, Dobczyce, Myślenice, Jordanów, Lanckorona.

W naszej wiosce poborowi królewskiemu podlegały: dwa łany kmiece (łan kmiecy obejmował terytorium 16,4 ha), czterech zagrodników z rolą (chłop posiada­jący niewielki przydział ziemi), dziesięciu komorników z bydłem (chłop, który nie posiadał własnej ziemi i zabudowań w związku z czym mieszkał u kogoś i najmował się do pracy)czterech rybitwów (rybitw - człowiek trudniący się połowem ryb), 1 łan sołtysi (jednostka miernicza dla określania rozmiarów podstawy uposażenia chłopa osadzonego na wsi naprawie niemieckim), 1 duda, 350 owiec. W lustracji z roku 1646 jest napisane, że Juszczyn posiadał kmieci powoźnych i pieszych oraz zagrodników. Kmiecie powoźni mieli obowiązek „każdy swoim wozem, pługiem, bronami trzy dni od poranku do wieczora robić dla dworu albo każdy dzień po pół dnia”. Kmiecie piesi powinni pracować całe trzy dni pieszo podobnie jak zagrodnicy.

Juszczyn nie oddawał, jak inne wsie starostwa lanckorońskiego lnu, rydzy, chmielu, upolowanej zwierzyny i ptactwa. Powinności te były anulowane w zamian za obowiązek ścinania i dostarczania drewna na piłę wodną, która znajdowała się na Młynówce w Makowie.

W osobnych artykułach porządkowych starostwa lanckorońskiego ustano­wione było, że nie wolno sprzedawać ziemi bez pozwolenia zamkowego.

Pod koniec XVI wieku właściciele ziemscy, szukając wciąż nowych źródeł i dróg do powiększenia swoich bogactw, zajęli się poszukiwaniem złóż rudy miedzi i żelaza. Pomyślano również o szkle i o wznoszeniu hut szklanych. Na całym tym terenie wśród rozpadlin górskich i w głębi lasów zachowało się mnóstwo śladów tych dawnych górniczych i hutniczych robót. Tu i ówdzie natrafić można jeszcze na częściowo zasypane szybiki i sztolnie podziemne, a w wielu innych miejscach, gdzie ślady tych robót czas już zatarł, zachowały się one w nazwach topograficz­nych takich jak: Bania, Bańskie, Podbańsko, Miedziane, Huta, Hucisko, Limierze itp.

Na terenie Juszczyna nietrudno odnaleźć ślady hut szklanych. O ich istnieniu świadczą również nazwy topograficzne ról, np.: Huta, Snozy i Hucisko. Być może, miejsc, w których niegdyś prowadzono prace górniczo-hutnicze było w Juszczynie więcej. Rozmieszczenie w terenie tych dawnych hutniczych placówek tzw. hut kro­czących, zdaje się wskazywać na to, że z robotami przenoszono się kolejno coraz bardziej ku górom, w miarę jak koło pierwotnego miejsca pracy zabrakło już buko­wego drewna, z którego popiołów uzyskiwano potaż (rozpuszczalna w wodzie część Popiołu pochodzącego ze spalania węgla drzewnego) potrzebny do wyrabiania szkła. Góra piętrząca się nad pierwszą z wymienionych hut, przypuszczalnie najstarszej nosi nazwę Spalenica. Można przypuszczać, że nazwa ta pozostaje w związku wypalanymi tutaj niegdyś na potrzeby huty lasami bukowymi. Najprawdopodobniej na potrzeby hut powstawały też tzw. limierze, czyli paleniska, w których wypalano

węgiel drzewny. Jest kilka miejsc w okolicy, które jeszcze dzisiaj ludzie określają nazwą Limierze. Jedno z nich znajduje się na tzw. Ciertaku nad Snozami.

We wszystkich wspomnianych miejscach dawnych hut ludzie wykopywali od dawna większe i mniejsze stopy szklane i fragmenty szmotowych naczyń, w których gromadzono świeże i płynne szkliwo. Z tego materiału wykonywano flaszki, okragle gomółki do szklenia okien. Na Snozach, jak i w Hucie i Hucisku zauważyć można wielkie koliste plamy sczerniałej ziemi, różniącej się bardzo wyraźnie swoją barwą od szaro-rudej ziemi całego otoczenia. W środku tych kolistych plam ziemia jest najczarniejsza, natomiast w pobliżu obwodu koła barwa jej prze­chodzi w rudawy odcień ziemi. Ziemia zmieszana jest z czarnym i szarym popiołem. Można z całą pewnością powiedzieć, że na miejscu tych okrągłych plam wznosiły się niegdyś hutnicze piece, a w ich sąsiedztwie pracownie hutników i magazyny gotowych wyrobów szklanych.

Częściową odpowiedź na pytanie o czas istnienia i działania tego Juszczyńskiego przedsiębiorstwa przemysłowego dają księgi metrykalne kościoła makowskiego. Wiatach 1687-1688 wymieniony jest w tych metrykach Daniel Mencik alias Szklarz. W pierwszym zapisku dotyczącym tego człowieka zamiast nazwiska wstawiony jest tytuł provisor, co w tym wypadku oznacza administratora huty. W roku 1691 w metrykach zapisany jest Sebastian Mandecki alias Hutnik de Juszczyn, a w roku 1693 Jan Wilczek alias Hutnik. Takich wpisów w księgach metrykalnych jest więcej, na przykład: w roku 1717 zapisany jest Andrzej Fox vitrifaber de Czadynia (szklarz z Cadyni) a w roku 1746 „spectabilis Sebastianus Fox de Czadynia officinae vitreae arendatarius”, co można przetłumaczyć „Dostojny S. Fox z Cadyni dzierżawca (war­sztatów) wytwórni szkła”. Do rodziny Foxów odnosi się cały szereg zapisków metry­kalnych świadczących, że w Juszczynie istniały jednak huty szkła. Córka Sebastiana Foxa, Regina, była żoną Andrzeja „vitrifabri magistri in Juszczyn sive Czadynia” czyli „mistrza szklarskiego z Juszczyna albo z Czadyni".

Hutnicy Juszczyńscy, jak wymienieni w różnych latach w metrykach: Macherla, Mencik, Żmijowski, Wilczek, Mandecki, Ślęzak, Andrzej i Sebastian Fox to zawo­dowi szklarze, sprowadzeni do Juszczyna przez władze starościńskie z Żywiecczy­zny i Śląska, a nie miejscowi chłopi. Do robót w hutach wykorzystywano chłopów najmniej związanych z pracą na roli, najbiedniejszych komorników i zagrodników.

Z zestawień dat zapisków metrykalnych wynika, że huty Juszczyńskie były czynne od końca XVII wieku aż do pierwszego rozbioru Polski, kiedy to wraz ze zniesieniem dawnych polskich starostw, zniknęły także starościńskie, względnie przez starostów eksploatowane (wyzyskiwane) chłopskie przedsiębiorstwa prze­mysłowe. Po roku 1772 nie ma już w metrykach kościelnych żadnych wzmianek o hutach Juszczyńskich.

WALKA Z NAJEŹDŹCĄ SZWEDZKIM

W1655 roku na zamku w Lanckoronie została osadzona załoga szwedzka, która wprowadziła bardzo surowe rządy w całym starostwie, dręcząc ludność rekwirowaniem żywności, podatkami, karnymi ekspedycjami, nadmierną robocizną. Ukry­wające się oddziały góralskie, utrudniały Szwedom życie: odcinały dostawy, pory­wały pojedynczych żołnierzy, zrywały mosty, budowały zasieki. Mieszkańcy Makowa i okolicznych wsi dali się Szwedom we znaki, za co ci w odwecie w 1657 roku złu- pili i spalili miasteczko.

Mimo, że oddziały okolicznych chłopów, dowodzone przez Jana Zarzeckiego, podstarościego lanckorońskiego, końcem 1656 roku, wypędziły Szwedów z zamku w Lanckoronie, los kmieci nie uległ żadnej poprawie. Nadal byli okrutnie wyzyski­wani przez starostów, którzy zwiększali czynsz i wymiar pańszczyzny, co w efekcie doprowadziło do buntów tym razem przeciwko szlachcie polskiej.

BUNT GÓRALI BABIOGÓRSKICH

Upadek gospodarczy kraju po „najeździe szwedzkim” przybrał tragiczne roz­miary. Szlachta ratując siebie, swoje rodziny i majątki, narzucała na chłopów coraz to nowe świadczenia: od pracy, czyli renty odrobkowej, danin, aż po obciążenia pie­niężne. Do tych i wielu innych świadczeń dochodziły takie jak: obowiązek zapewnie­nia wojsku kwater i wyżywienia oraz dziesięciny na rzecz kościoła. Bardzo częste były również nadużycia dzierżawców, rugi z ziemi, co powodowało niezadowolenie chłopów. Podobny los był udziałem wszystkich kmieci w starostwie lanckorońskim.

W 1669 roku chłopi lanckorońscy wnieśli do sądu sprawę przeciwko staroś­cinie Mariannie Zebrzydowskiej, która prowadziła okrutne rządy wobec swoich włościan, a gdy to nie pomogło, wszczęli otwarty bunt. Zwycięstwem chłopów było m.in. zmniejszenie ilości dni pańszczyzny oraz możliwość jej odrabiania w najbliż­szym folwarku. W przypadku Juszczyna był to folwark makowski. Wyznaczono też dwa powaby rocznie, tzn. poddani pomagali przy pracach polnych zbiorowych na wiosnę i jesienią.

Wystąpienie przeciw Zebrzydowskiej nie było ostatnią walką chłopów ze staro­stwa lanckorońskiego. Innym razem chłopi oskarżyli ówczesnego starostę, kasztelana wileńskiego - Bogusława Słuszkę i jego urzędników o pobieranie nienależnego podatku, zwanego przynajem, w wysokości 30 zł na wybrańców. Skarżono się m.in. na niewydawanie kwitów za pobrane pieniądze oraz powojenne hiberny(hiberna - chleb zimowy - obowiązek zapewnienia wojsku zimowych kwater).

W 1699 roku wójt ze Skawicy, Jakub Derc zwany Śmietana, stanął na czele buntu chłopów w dobrach makowskich. Cieszył się wielkim autorytetem u chłopów, był zdolnym przywódcą i szanowanym wójtem. Wśród jego najbliższych współpra­cowników znaleźli się: Tomasz Sarna z Juszczyna, Józef Sarna z Makowa i Maciej Worownik z Jachówki. Wójtowie zarządzili bierny opór wobec starosty lanckorońskiego, Józefa Słuszki. Chłopi „nie chcieli siana sprzątać, łąki bydłem powypasali, owoce w sadzie pozrywali, ról ozimych orać nie chcieli, ugorów uprawiać, jarzyn ogrodowych zebrać, ozimin zasiać. Czynszów nie zapłacili, ani danin od owiec, (...) drzewo w lasach wyrębywali. Ciż poddani nie tylko sami robić nie chcieli, ale też komornikom swoim i ludziom luźnym w starostwie będącym powinności robić, a nawet za pieniądze najmować się do roboty dworskiej zakazywali.

Kiedy zorganizowano nagonkę na Jakuba Śmietanę oraz skonfiskowano jego dobytek - ten udał się do Drezna, do króla Augusta II. Król wysłuchał go i wydał korzystny dla chłopów wyrok. Dokument wydany 25 grudnia 1699 r. potwierdza dawne glejty, zabrania krzywdzić chłopów, nakazuje wypuszczenie niektórych uczestników buntu z więzienia, zakazuje obciążania wsi stacjonowaniem wojsk oraz poleca przywrócenie mienia Jakubowi Śmietanie. Niestety, po interwencji starosty, August II, 31 stycznia wydał dokument odwołujący poprzedni. Doprowadziło to do zahamowania buntu w dobrach makowskich do lata 1700 roku. W sierpniu tego roku, kiedy to ponownie bunt się rozwinął, zorganizowano akcję przeciwko Jaku­bowi Śmietanie, którego, w wyniku zdrady, zaskoczono w leśnej kryjówce, pojmano i wywieziono do zamku w Lanckoronie. Jesienią 1700 roku Jakub Derc Śmietana został stracony przez ścięcie.

Nowi właściciele -KUROWSCY

Jak wynika z dokumentów lustracyjnych z roku 1765, wójtostwo Juszczyn znaj­dowało się w posiadaniu Kurowskich od roku 1754, kiedy to, za przywilejem z 29 lipca tegoż roku, Marianna z Rudkowskich Kurowska i jej mąż Franciszek zostali posesorami Juszczyna (przed rokiem 1754 ziemię te dzierżawił Franciszek Borgiasz. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, czy Kurowscy weszli w posiadanie majątku na drodze zakupu, czy otrzymali go w nagrodę za zasługi na rzecz króla lub możnowładców. Mniej więcej w tym samym okresie w sąsiedniej Kojszówce, również wchodzącej w skład lanckorońszczyzny, współposesorem od roku 1748 jest Helena z Kurowskich Gadomska, żona Józefa Gadomskiego. Jej nazwisko rodowe sugeruje, że była spokrewniona z Franciszkiem, być może to rodzeństwo. We wspomnia­nym dokumencie lustracyjnym znalazła się też informacja, że całkowity dochód ze wsi Juszczyn wynosił 240 złp, a obowiąz­kiem dzierżawcy było m.in. odprowadze­nie do skarbca królewskiego czwartej czę­ści dochodu z majątku - w przypadku Juszczyna była to kwota 60 złp.

Kolejne wzmianki o rodzinie Kurow­skich można odnaleźć w Księdze Zgonów parafii makowskiej. Mowa tam o Magda­lenie Kurowskiej, szlachetnej właścicielce, która zmarła 16.05.1787 roku w wieku 36 lat. Obrzędu pogrzebowego dokonał ks. Paweł Duzik. Dysponując informacjami na temat wieku zmarłej i datą zgonu, można obliczyć, że urodziła się w 1751 roku, a to oznacza, że mogłaby być dzieckiem Fran­ciszka i Marianny. O kolejnym przedstawi­cielu rodu - Antonim Lubicz Kurowskim posiadamy nieco więcej informacji. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Makowie Podhalańskim. Na tablicy nagrobnej czytamy, że Antoni Lubicz Kurowski urodził się w 1772 roku, a zmarł 1888 roku. Żył 116 lat (te same dane widnieją we wspomnianej Księdze Zgonów). Był oficerem wojsk polskich z roku 1794 (Insurekcja Kościuszkowska) i 1831 (Powstanie Listopa­dowe). Został odznaczony srebrnym krzyżem Virtuti Militari. Idąc tropem oficerów uhonorowanych tym wysokim odznaczeniem, udało się natknąć na wzmiankę, że Antoni Kurowski został nim nagrodzony za udział w kampanii w latach 1815-1823. W tym samym grobowcu została pochowana jego żona Rozalia z domu Barcik, żyła 61 lat, zmarła w 1863 roku.
       Kolejne wzmianki, tym razem pochodzące z Księgi Chrztów, dotyczą dzieci Michała Kurowskiego i Marianny z d. Wereckiej. Najstarszy syn, Wincenty Kurowski, przyszedł na świat 3.04.1790 roku, a został ochrzczony przez ks. Kajetana Sośnickiego. Rodzicami chrzestnymi Wincentego byli: Józef Gadomski i Petronella Werecka. Kolejne dziecko - Antoni Jan Karol - urodziło się 27.02.1793 roku. Jak odno­towano w ww. Księdze sakramentu chrztu udzielił ks. Szczurowski, a rodzicami chrzestnymi zostali Jan Lubomirski i Katarzyna Elszholtzir. Córka Michała i Marianny przyszła na świat 28.09.1794 roku i na chrzcie, którego udzielił ks. Sebastian Szulkiewicz, otrzymała imiona Michalina Franciszka Szymona. Rodzicami chrzestnymi byli: Michał Szaflarski i Agata Ziętarska. Nie wiadomo, jakie istnieją powiązania miedzy wspomnianym wcześniej Antonim a ojcem dzieci, Michałem i jaką rolę ten ostatni odgrywa w historii Juszczyna, ponieważ to Antoni do 1888 roku jest dzie­dzicem majątku. Być może byli braćmi? Nie udało się znaleźć informacji na temat ewentualnych potomków Antoniego.

Po raz kolejny nazwisko Kurowskich pojawia się we wzmiankowanych księgach przy dacie urodzin i śmierci Joanny Antoniny Róży Kurowskiej urodzonej i zmarłej w 1827 roku (żyła dwa miesiące), a następnie w roku 1833, kiedy to urodziła się, ale, niestety, po dwóch dniach zmarła, Agnieszka Joanna Katarzyna Kurowska. Nie ma wzmianki na temat ich rodziców. Można jedynie przypuszczać, że ojcem dziew­czynki mógł być Antoni Jan Kurowski z racji imienia starszej z nich - Joanny Antoniny.

Na kolejny ślad Kurowskich natrafiamy na cmentarzu parafialnym w Makowie Podhalańskim, gdzie spoczywa Witalis Kurowski. Nie mamy o nim żadnych infor­macji, poza danymi zawartymi na tablicy nagrobnej. Ostatnich właścicieli Juszczyna pamiętają jeszcze starsi mieszkańcy wsi. Jak wspo­mina pani Helena Woźny: „starszy pan Kurowski (Jan) mieszkał ze służbą w starym domu, w miejscu, gdzie obecnie stoi dom p. Polańskich. Po jego śmierci budynek kupiła rodzina Salów od Guzicoka, z roli Salowej. Był bardzo dobry dla ludzi, lubił też dzieci jego żona i syn Czesław mieszkali we dworze (obecnie budynek OREW). Czesław był dobry dla ludzi, jak ojciec, dobrze też zarządzał swoimi włościami. Uwielbiał po nich jeździć na białym koniu".

Pani Helena rzuca też nieco światła na życie prywatne ostatniego właściciela Juszczyna: „Dziedzic ożenił się z nauczycielką z Kojszówki, ale małżeństwo to nie trwało długo, ponieważ i żona, i dziecko zmarli przy porodzie. Nie ożenił się ponow­nie, ale lubił towarzystwo kobiet. Podobały mu się te pracujące we dworze i przypusz­czalnie miał z nimi dzieci".

Gdy wybuchła II wojna światowa, Czesław, z obawy przed przymusowym wcie­leniem do armii niemieckiej, uciekł z Juszczyna i nigdy do niego nie wrócił. Nie wia­domo nic o jego dalszych losach. Jego matka pozostała we dworze, ale nieszczęśliwy traf - przeszukanie domu przez Niemców i znalezienie broni, przypuszczalnie używa­nej w czasie polowań - doprowadził do aresztowania dziedziczki. Prawdopodobnie została wywieziona do obozu. Nigdy do Juszczyna nie wróciła, a ślad po niej zaginął.

POD PANOWANIEM AUSTRIACKIM

Po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 roku Juszczyn znalazł się pod panowa­niem cesarstwa austriackiego. Austria, nie czekając na oficjalne podpisanie trak­tatów rozbiorowych, jako pierwsze z państw zaborczych, rozpoczęła grabież ziem polskich. Już w pierwszych dniach czerwca 1772 roku wojska austriackie wkroczyły na ziemie polskie i zajęły kilka miejscowości, a wśród nich Lanckoronę. Wkrótce całe starostwo lanckorońskie, do którego należał Juszczyn, znalazło się pod pano­waniem austriackim. Równocześnie cesarzowa Maria Teresa ogłosiła manifest, wzy­wający ludność zagarniętych terenów do pozostania w miejscu zamieszkania, podjęcia normalnej pracy i poddania się nowym władzom. Rząd austriacki nie będąc pewnym utrzymania się w Małopolsce, starał się wyciągnąć jak największe korzyści ze wszystkich wsi starostwa, które jak wynika z lustracji z roku 1765, znajdowały się w opłakanym stanie, w wyniku bardzo częstych zmian dzierżawców, którzy sta­rali się w jak najkrótszym czasie odbić sobie wpłacony czynsz, a rządy zaborcze doprowadziły te tereny do całkowitej ruiny gospodarczej.

Za cesarzowej Marii Teresy zniesiony został dotychczasowy podział administra­cyjny, a nowych zmian dokonał cesarz Józef II, który podzielił Galicję na 18 cyrku­łów. Juszczyn i okoliczne miejscowości wszedł do cyrkułu myślenickiego. W 1819 roku urząd cyrkularny został przeniesiony z Myślenic do Wadowic. W 1867 roku wprowadzono starostwa powiatowe. Juszczyn do 1924 roku należał do powiatu myślenickiego. W roku 1811 rząd austriacki stał się bankrutem finansowym. Ną mocy patentu cesarskiego dobra cesarskie miały być sprzedawane w zależności od zgłaszania się reflektantów. Maków, Biała, Juszczyn, Kojszówka, Osielec, Skawica, Sidzina, Trzebunia, Wieprzec i Zawoja zostały wystawione na licytację. Cena wywoław­cza tych dóbr wynosiła 224 790 złotych reńskich i 30 krajcarów. W wyniku licy­tacji przeprowadzonej 29 września 1839 roku właścicielem Juszczyna i okolicznych miejscowości został Philip Ludwig hrabia Saint Genois d’Anneaucour, który nabył je za sumę 260 500 złr.

W 1878 roku dobra te zostały odkupione przez arcyksięcia Albrechta Habs­burga z Żywca i pozostały w jego posiadaniu do II wojny światowej. W listopadzie 1939 został aresztowany i uwięziony w cieszyńskim więzieniu. Stanowczo odmó­wił podpisania niemieckiej listy narodowościowej. W wyniku tortur został spa­raliżowany i stracił widzenie w jednym oku. Jego majątek trafił pod przymusowy zarząd III Rzeszy.

POBÓR DO WOJSKA

Austriacy znieśli częściowo dawne powinności poddańcze ludności, takie jak: oddawanie nawozu na grunta pańskie, czopowe od wina, komorne w pieniądzach, tar­gowe od wnoszonych do miasta owoców i żywności, podarunki na święta dla urzęd­ników dworskich, składkę na pachołków dworskich. Nie znaczy to jednak, że sytuacja Polaków uległa poprawie, gdyż rząd austriacki nałożył nowe i to bardziej uciążliwe. Wprowadził służbę wojskową, którą uprzednio pełnili przedstawiciele szlachty, obo­wiązek uczestniczenia w pracach związanych z naprawami dróg i mostów, kwateru­nek wojskowy i wiele innych, jak: podatek gruntowy, podatek domowy od ilości posia­danych izb mieszkalnych i położenia budynku. Czynnej służbie wojskowej podlegał każdy mężczyzna od lat 19 do 29, a rezerwę stanowili mężczyźni w wieku 30-45 lat. Chłopi uchylali się przed poborem, dlatego urzędnik dworski, wójt i przysiężni nachodzili mieszkańców znienacka, aby zapobiec ich ucieczce. Stosowali też środki zapobiegawcze, takie jak: krępowanie sznurami, zakuwanie w kajdany, zamykanie.

Młodzi ludzie bardzo często uciekali w lasy, chcąc uniknąć służby wojskowej, która trwała przeciętnie 14 lat. Jednak władza zaborcza stosowała prześladowania względem rodziny i krewnych uciekinierów, dopóki zbieg się nie znalazł. Złapanemu groziła kara służby wojskowej o 3 lata dłuższej, czyli w wojsku mógł spędzić 17 lat. Z wojska zwalniano młodzieńców ciężko chorych, kalekich, ślepców. Z tego powodu często dochodziło do samookaleczeń. Jeżeli dowiedziono, że poborowy sam się oka­leczył, groziła mu dożywotnia służba wojskowa.

NA KUPIECKIM TRAKCIE

W XVIII i XIX wieku stan dróg w Małopolsce przedstawiał się bardzo ubogo. Były to drogi wyłącznie gruntowe, brakowało mostów. Zaniedbanie to wynikało stąd, że kotlina makowska nie leżała nigdy na szlaku dróg solnych. Najbliższe miej­scowości, przez które przechodził ten szlak to: Nowy Targ, Zator i Oświęcim. Drogi łączące starostwo lanckorońskie z miejscowościami podbabiogórskimi były mniej ważne i nie dbano o ich stan.

W naszym rejonie do roku 1818 nie wykonywano większych inwestycji drogo­wych. Podczas trwania kampanii napoleońskiej w roku 1809 wojska austriackie, z powodu powodzi w dolinie Skawy zmuszone były do przeciągania ciężkich dział przez Żarnówkę i Wieprzec.

Austria, nie będąc pewna zarówno buntowniczej szlachty polskiej jak i niespo­kojnych górali, dla opanowania Galicji, musiała mieć dobry trakt umożliwiający stra­tegiczne opanowanie terenów górskich. Te wojskowe aspekty przesądziły o decy­zji cesarza Franciszka I o budowie szosy zwanej traktem podkarpackim biegną­cej z Białej k. Bielska przez Żywiec, Suchą, Jordanów, Limanową, Nowy Sącz, Jasło, Krosno, Sanok do Lwowa. Droga ta pokrywa się w większej części z dzisiejszą drogą krajową nr 28.

Budowę rozpoczęto w roku 1818, a ukończono w roku 1823, wykorzystując odcinki już istniejących dróg, poszerzając je i łącząc z nowymi. Wykonanie traktu poprzedził starannie wykonany projekt wykonawczy. Budowa traktu miała duże zna­czenie strategiczne i handlowe. Na szybkość wykonanych prac miał wpływ system szarwarkowy (szarwark - w dawnej Polsce: roboty pańszczyźniane przy drogach i mostach, później - opłaty na ich utrzymanie).

W roku 1884 Austriacy przystąpili do budowy linii kolejowej łączącej węzeł kolejowy w Suchej Beskidzkiej z Chabówką. Ludność miała nie tylko możliwość zarobku przy budowie torów, bocznic, stacji kolejowych, ale odtąd uzyskała możli­wość stałego zajęcia w charakterze pracowników kolejowych.

WIDMO GŁODU

W roku 1847 Juszczyn, jak i całą Galicję, nawiedziła klęska głodu, a wraz z nią epidemia tyfusu i cholery. Wydarzenia tego okresu opisuje ówczesny proboszcz parafii suskiej ks. Franciszek Pniewko-Ciesielski „Rok 1847. (...) W tym roku głód, nędza i tyfus doszły do najwyższego stopnia, nie ma człowieka, który by coś podob­nego zapamiętał. Po kilkunastu zmarłych zwożono codziennie na cmentarz, na polach, po drogach, krzakach, w stodołach i w piwnicach znajdowano umarłych. Rząd i pań­stwo dawali zapomogę w zbożu i pieniądzach, prywatni czynili składki i wspierali według sił, możności, lecz wszystkie usiłowania i ofiary nie były ostateczne; wynędz­niałe i opuchłe postacie snuły się bez ustanku i jak muchy padały; niektórzy konając wołali chleba i z chlebem w ręku i ustach umierali. Nędza ta okropna wygasiła czucie i przywiązanie w sercach ludzi, widziałem rodziców zupełnie obojętnych na śmierć wszystkich swoich dziatek, widziałem dzieci podobną nieczułość okazujących dla swo­ich rodziców. Dawniej nikogo, choć najuboższego nie chowano bez trumny, teraz cho­wano bez trumny i takich, którzy nie byli ubodzy”. W dekanacie makowskim z głodu i tyfusu zmarło 16 354 osób.
         Zmarłych na zarazę nie chowano na cmentarzu parafialnym. Tworzono odrębne zbiorowe mogiły i cmentarze „choleryczne”, z dala od zabudowań wsi. Istnieją dwa przekazy dotyczące położenia takiego cmentarza w Juszczynie. Jeden mówi, że znaj­dował się w okolicy kapliczki „Na dworskim" a drugi przekaz, że przy starej drodze do kościoła (rola Pitkowa).

EMIGRACJA

Emigracja na przełomie wieków była ważnym elementem życia społeczno-gospo­darczego Galicji. Jej szczególne nasilenie przypada na ostatnie dziesięciolecie XIX w., przed wybuchem I wojny światowej. W 1848 roku zaborcy przeprowadzili reformy uwłaszczeniowe, nadając chłopom na własność użytkowaną przez nich ziemię. Połą­czone to było ze zniesieniem pańszczyzny. Uwłaszczenie nie rozwiązało jednak prob­lemów wsi. Wszyscy chłopi otrzymali wolność osobistą, ale tylko część z nich uzyskała ziemię. Działki były niewielkie i dlatego tylko nieliczni usamodzielnili się ekonomicz­nie. Powstała olbrzymia ilość gospodarstw karłowatych (główną przyczyną powsta­nia gospodarstw karłowatych był sposób przeprowadzenia reformy uwłaszczeniowej oraz zasady dziedziczenia. Każde dziecko zazwyczaj otrzymywało część gospodarstwa, a przy wielodzietności rodzin proces karłowacenia postępował bardzo szybko). Dopiero Ustawa z 1 X 1868 roku zniosła zakaz dzielenia gruntów chłopskich. Część gospodarstw była zadłużona. Chłopi, chcąc poprawić swoją sytuację materialną, doku­pywali ziemię, zaciągając długi w bankach pod zastaw gospodarstwa. Ich dobra wola „będę dużo pracował, na pewno mi się uda i spłacę długi" była często tylko pobożnym życzeniem. Spadek cen płodów rolnych, nieurodzaj lub klęski żywiołowe doprowa­dzały do niewypłacalności, a w konsekwencji do licytacji gospodarstwa.

Galicja była jednym z najbardziej przeludnionych obszarów Europy o najwięk­szych problemach socjalnych. Nędza i niedożywienie to przyczyny osłabienia sił witalnych, obniżenia przeciętnej długości życia ludzi. Te z kolei stały się powodem wielkiej emigracji ludności wiejskiej, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Brazylii i Argentyny.

Również wiele osób z terenów Juszczyna i sąsiednich miejscowości emigrowało do Ameryki. Istniały Spółki Akcyjne oferujące przewóz emigrantów i pracę dla nich. Do tych spółek zwracano się z prośbą o umożliwienie wyjazdu. W odpowiedzi na jedną z próśb otrzymano z Bałtycko-Amerykańskiej Linii list następującej treści:
„Pilne! W odpowiedzi na list W.P. uprzejmie donosimy, że w połowie lutego nastąpi wyjazd do Kanady, bez affidawidów, przez Towarzystwo nasze robotników rolnych, rolniczek, służących domowych i kucharek, zdrowych, umiejących czytać i pisać. Karta okrętowa łącznie z koleją kanadyjską kosztuje 157 dolarów 50 centów. Na pokaz należy mieć prócz tego 25 dolarów. Paszport otrzyma W.P. za naszym staraniem w przynależnym starostwie bezpłatnie. Wyjeżdżać mogą osoby zdrowe do lat 50, zaś rolniczki, służące domowe i kucharki muszą być niezamężne. Ze względu na to, że liczba wyjeżdżają­cych jest na ukończeniu z powodu wielkiej ilości zgłoszeń, prosimy o jak najszybsze załatwienie niniejszego listu. Załączony kwestionariusz należy dokładnie wypełnić, podpisać, potwierdzić przez Gminę, i wraz z 4 fotografiami i zadatkiem na szyfkartę najmniej 5 dolarów (można w złotych po kursie w dniu wpłaty) przesłać do naszego biura, Kraków Lubicz 3, potem rozpoczniemy odpowiednie kroki do uzyskania dla W. P. zezwolenia na wyjazd do Kanady w lutym. Praca w Kanadzie jest wolna, nie kontraktowa, każdy przeto musi sobie sam opłacić podróż. Prosimy uprzejmie zako­munikować w Gminie W.P. i przesłać nam łaskawie adresy reflektujących na wyjazd, a będziemy się starali, abyście W.P. wyjechali w połowie lutego”.

LATA I WOJNY ŚWIATOWEJ

W latach I wojny światowej dobra makowskie razem z Juszczynem należały do arcyksięcia Stefana Habsburga z Żywca. Na tych terenach nie prowadzono bez­pośrednich działań wojennych, ale dużym problemem był coroczny przymusowy pobór do wojska austriackiego i służba w armii zaborcy. (Ten sam problem: przy­musowy zaciąg do wojska, zaistniał też na ziemiach znajdujących się pod pruską i rosyjską okupacją),tylko nielicznym udało się zaciągnąć do Legionów Polskich. Nie zmienia to faktu, że walczący, czy to dobrowolnie, czy przymusowo, znaleźli się w bardzo tragicznym położeniu. Często bowiem dochodziło do tragicznej sytuacji, że służąc we wrogich armiach, zmuszeni byli występować przeciwko sobie - Polak przeciwko Polakowi.

W 1916 z Juszczyna powołano 292 mężczyzn. Wraz z zakończeniem wojny w listopadzie 1918 roku żołnierze wracali do swych domostw. Władzę nad tym obszarem przejęła utworzona w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna.

DWUDZIESTOLECIE MIĘDZYWOJENNE

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej sytuacja materialna wsi nie uległa poprawie, można nawet powiedzieć, że się pogorszyła. W dalszym ciągu ludność wyjeżdżała na prace sezonowe m.in. do Niemiec albo emigrowała do Francji i Bel­gii oraz Ameryki Południowej. Nieliczni pracowali przy mostach i zajmowali się handlem drzewem, bowiem lasy były jednym z głównych źródeł utrzymania lud­ności. Dawały minimum zabezpieczenia pod względem potrzeb życiowych [wyży­wienie, odzież).

Od 1924 roku zaczęło funkcjonować starostwo w Makowie Podhalańskim. Nale­żały do niego okręgi: suski, jordanowski oraz makowski, a od roku 1928 także Cha­bówka i Ponice z powiatu nowotarskiego. Powiat obejmował obszar 823 km2 i liczył 69 000 mieszkańców. W 1933 roku starostwo makowskie zlikwidowano, a w jego miejsce utworzono nowe z siedzibą w Wadowicach.

Ludność Juszczyna działała w kole sanacyjnym Bezpartyjnego Bloku Współ­pracy z Rządem. Później należała także do kół gminnych zakładanych przez Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie”. Z czasem jednak coraz więcej mieszkańców było niezadowolonych z rządów sanacyjnych, czemu dano wyraz przy wyborach do Sejmu, które odbyły się w dniu 16 listopada 1930 roku. W Juszczynie uprawnionych do głosowania było 871 osób, głosów ważnych oddano 565; z tego na BBWR głoso­wały 133 osoby, a 432 na Centrolew - blok partii opozycyjnych, do którego należały Polskie Stronnictwo Ludowe „Piast”, Narodowa Partia Robotników, Polskie Stronni­ctwo Chrześcijańskiej Demokracji, Polska Partia Socjalistyczna, Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie" i Stronnictwo Chłopskie.

Od 1931 roku działalność polityczna nabiera charakteru zorganizowanej walki z reżimem. Rozwijała się działalność opozycyjna - wydawano prasę i pisma, które cieszyły się dużą popularnością. Do czołówki działaczy tego okresu w Juszczynie należeli: Henryk Guzik, Franciszek Sarna i Antoni Mazur. W Juszczynie w latach 1932-1934 działało Koło Stronnictwa Ludowego, należały do niego 34 osoby. W sierp­niu 1937 roku działacze ugrupowania proklamowali powszechny strajk chłopski skierowany przeciw władzom sanacyjnym.

Okres II Wojny Światowej

1 września 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa. Pierwsze oddziały niemieckie wkroczyły na ziemie makowskie 3 września. Ten dzień był początkiem okresu ciężkiej okupacji hitlerowskiej. Okupant rozpoczął działania mające na względzie stworzenie optymalnych warunków do gospodarczej eksploatacji lud­ności polskiej. W tym celu, począwszy od połowy 1940 roku, zarządzono okresowe spisy zwierząt gospodarskich i drobiu. Starano się zorientować nie tylko w zakre­sie hodowli zwierząt, lecz także i upraw roślinnych. Dane te miały posłużyć do ustalenia odpowiedniego wymiaru kontyngentu (obowiązkowe świadczenia na rzecz państwa), który wyznaczano globalnie dla gminy. Według danych w 1941 roku kontyngent ziemniaków, jaki miała dostarczyć gmina makowska, wynosił 389 ton, przy zapotrzebowaniu własnym 180 ton. Mieszkańcy zostali obarczeni kontyngentami zboża, ziemniaków, bydła, trzody chlewnej, siana, słomy, mleka. Świadczono te daniny pod presją, jednak często starano się je sabotować, dolewa­jąc do mleka wody, kropiąc wodą zboże, żeby się zepsuło, do snopów siana i słomy wkładano kamienie, aby zwiększyć ich wagę. Mieszkańcy starali się oddawać plony w jak najgorszym gatunku.

Innym przykładem rabunkowej gospodarki rolnej prowadzonej przez okupanta były obowiązkowe świadczenia w robociźnie. Chłopi z Juszczyna i Skawicy byli zmu­szani do ścinania i oddawania okupantowi drewna z własnych lasów. Sytuację na wsi pogorszył jeszcze program Hansa Franka, zawarty w obwiesz­czeniu z 1940 roku, dotyczący wywozu na roboty do Niemiec kobiet i mężczyzn w wieku 16-50 lat.